Menu Content/Inhalt

Spis treści

 

 

 6 polskie zwycięstwo w pucharze Gordon Bennetta.

 

62. edycja mistrzostw świata w lotach długodystansowych balonów gazowych o Puchar Gordon Bennetta z udziałem 20 załóg rozpoczęła się 28września 2018 roku w Bern (Szwajcaria). Miała miejsce wyjątkowa sytuacja meteorologiczna dająca możliwość załogom realizacji strategii lotu w trzech kierunkach. Dzięki temu pasjonujące współzawodnictwo zapisało kolejny rozdział w 112 –letniej historii zawodów.  Poszczególne strategie na żywo były monitorowane dzięki ciągłym raportom w mediach społecznościowych dla niezliczonej rzeszy zainteresowanych internautów.

 

Po spektakularnym starcie reprezentacja polska POL-2 Mateusz Rękas i Jacek Bogdański zdobyła trofeum w zawodach balonowych pokonując odległość 1145,29 km po wylądowaniu w Ostródzie. Czwarte wysokie miejsce zajęła ekipa POL-1  Krzysztof Zapart i Krzysztof  Borkowski. Balon miał nawę ,,Niepodległa” w ramach obchodów 100 letniej  rocznicy odzyskania niepodległości w 1918 roku przez Polskę. Po raz ostatni Polacy w pucharze tryumfowali 35 lat temu , kiedy to po starcie  w Paryżu   Stefan Makné i Ireneusz Cieślak na balonie Polonez pokonali dystans 690 km. W latach trzydziestych  Polska była światową potęgą balonową. Bezkonkurencyjne sukcesy w latach 1933, 1934 i 1935 przyczyniły się do zdobycia przez Aeroklub Polski przechodniej czwartego pucharu na włość. Kolejne wysokie zwycięstwo miało miejsce w 1938 roku. Niestety wybuch II Wojny Światowej przerwał organizację pucharu na 44 lata.

 
Polski balon  ORZEŁ zdobywa trofeum po locie do kraju

 

Dogodna pogoda, konsekwentna realizacja ustalonego planu przez zespół POL-2 i przysłowiowy łut szczęścia pozwoliły odnieść sukces. Większość czołowych załóg wykorzystując  południowo zachodni spływ mas powietrza poleciała w kierunku Francji i Hiszpanii. Załoga POL-2 Mateusz Rękas i Jacek Bogdański zaplanowała lot w odwrotnym kierunku- do Polski. Duży wpływ na wybór tej strategii i jej konsekwentnej realizacji miał koordynacyjny zespół wsparcia. Można to było zrealizować dzięki pomocy i dobrej współpracy pilotów z ekipą meteorologów, którą stanowili:  Iwona Lelątko, Rafał Kielar i Jacek Barski.

 

Po starcie o 20.12 przez pierwszą dobę załoga praktycznie wykonała bardzo niepozorny lot wokół jezior Lac de Neuchatel i Bielersee na zachód od Brna, budząc w śród konkurentów i obserwatorów niemałe zdumienie. W sumie pokonała w locie dystans do 200 km na wysokości od 2000 do 4000 m coraz bardziej przybliżając się do miejsca startu. W rezultacie po dobie lotu znajdowała się 30 km na N od Bern w rankingu na ostatniej pozycji.  Pokonując trudy lotu w  gondoli wytrwale czekała na zmianę kierunku wiatru.  Dopiero po 24 godz. zdecydowanie wyruszyła w kierunku Jeziora Bodeńskiego. Teraz strategia została ujawniona  wszystkim współzawodnikom i obserwatorom. Dalszy lot w godzinach nocnych na wysokości 3000 m zapewnił im dogodny wschodni kierunek. W niedzielę rano po północy na wysokości 1600 m minęła Księstwo Liechtensein. W tym czasie większość załóg najgroźniejszych rywali  planowała lądowanie na terytorium południowo zachodniej Francji. W niedziele po wschodzie słońca Polacy wznieśli się stopniowo na wysokość powyżej 5000 m i lecieli coraz szybciej w stronę  Polski. Lot przy wzrastającym wietrze przebiegał zgodnie z planem. Około godzinie 11-tej piloci minęli Monachium  a po 16-tej wlecieli nad terytorium zachodnich Czech z prędkością 44km/godz. Po 21- szej byli już na terytorium Polski koło Bogatyni. W tym czasie  z Francji także w kierunku Polski leciała z coraz większą prędkością załoga niemiecka GER-1. Co prawda dopiero wlatywała na terytorium Niemiec ale biorąc pod uwagę potencjach  załogi oraz dużą pomoc środowiska niemieckich baloniarzy byli w stanie jeszcze wiele osiągnąć.

 

Lot z używaniem tlenu na wysokości powyżej 4500 m przez ostatnie 12 godz. oraz przenikliwe zimno dawał się mocno Mateuszowi i Jackowi we znaki. Po dwóch dobach ciągłego lotu w małym przeładowanym koszu piloci były wyczerpani. Znikoma ilość snu, ciągłe czuwanie i konieczność korzystania z tlenu powodowały wysychanie błon śluzowych co bardzo utrudniały komunikacje załogi i znośne funkcjonowanie pilotów. Realizacja planu lotu wymagały częstego kontaktu ze służbami ruchu lotniczego i organizatorem.  Konsultowali także trasę lotu  z zespołem meteorologów i przekazywali informacje do naziemnej ekipy pościgowej. Jak się później okazało ostatnia noc nad Polską była najtrudniejszym elementem całego lotu. Ciągłe zmagania ze zmęczeniem oraz ambitne pokonywanie trudów lotu na wysokości dawał dobre rezultaty. W nocy po północy w poniedziałek na wysokości 4600 m minęli Leszno z prędkością 53 km/godz. Następnie przed czwartą przekroczyli Wisłę pod Ciechocinkiem. Mieli wystarczającą ilość balastu i wszystko przebiegało zgodnie z planem. Uzyskany wynik pokonania 1000 km dawał nadzieje na zwycięstwo i wyciszał emocje. Mimo to piloci byli potwornie zmęczeni i coraz częściej myśleli o mającym nastąpić bezpiecznym lądowaniu. Systematycznie obniżając wysokość lotu zbliżali się do finiszu. Koło piątej rano na pułapie poniżej 4000 m minęli Brodnicę. Cały czas czekali na wschód  słońca aby przy świetle dzień wybrać dogodne miejsce i móc bezpiecznie wylądować. Zwycięskie lądowanie nastąpiło o godzinie 7.00 koło Wygody pod Ostródą. Załoga miała jeszcze w sumie 3 worków  balastu i sprzęt rezerwowy. Uzyskany wynik przelotu 1145,29 km w czasie 2 dni 10 godz. pozwolił Polakom na bezkonkurencyjne  zdobycie pucharu. Cały czas towarzyszył im i  wspierał pościgowy naziemnego zespół w składzie: Grzegorz Markowski, Tadeusz Sienkiewicz i Jakub Rękas. Start w zawodach sfinansowany był ze środków załogi.

 
Lot przez Alpy i Półwysep Apeniński

 

Odmienną  południową strategię lotu po zwycięstwo wypracowały inne zespoły. Pięć drużyn zdecydowało się na lot na E i dalej na S. Liczyły na szybki prostopadły lot drogą  przez szerokie Alpy  na Bałkany lub do południowych Włoch. Nie wszyscy wzięli pod uwagę, że pokonywanie Alp w nocy jest bardzo trudnym wyzwaniem, które pochłania dużo cennego balastu. Jako pierwsze na wschód ruszyły zespoły SUI-3, AUT-1,  następnie AUS-1 i RUS-1. Od razu dołączyły do nich POL-1 i USA-2. Trudy alpejskiego lotu  w nocy na tlenie powyżej 5000m przy minusowej temperaturze, występujące rotory i spływy górskie  oraz  specyfika lokalnych wiatrów bardzo utrudniały współzawodnictwo. Ze względu na bardzo złożoną strukturę przestrzeni powietrznej Północnych Włoch następnego dnia  najpierw lądowały załogi  SUI-3 i RUS-1. Dalej kolejną przeszkodą w locie stało się północne wybrzeże Morza Adriatyckiego. Po niecałej dobie lotu lądowały koło Wenecji także załóg AUS-1 i AUT-1.

 

Tylko w drugą noc w tym rejonie weszły zespoły POL-1 i USA-2. Aby to osiągnąć systematycznie realizowały w tej grupie  najbardziej południową trasę lotu. Po starcie w Bern załoga POL-1: Krzysztof Zapart i Krzysztof  Borkowski na wysokości 3500m przeleciała  trasą na SE i o północy znaleźć się nad narciarskim ośrodkiem alpejskim w Grindelwald. Koordynatorem  dla załogi była ekipa naziemna w składzie:  Marzena Zapart, Anna i Mariusz Lenczewscy, Magdalena Koźbiał, Kacper Borowski i Tomasz Kwaterski. Dalej trasa wiodła na wysokości powyżej 4000 m nad szczytami masywu Alp w kierunku NE do Księstwa Liechtenstein. Aby uzyskać korzystny  kierunek  S koło Glarus po wschodzie słońca zwiększono wysokość do prawie 4600 m.  Następnie na inwersji na tym pułapie pokonywano miejscowości Chur i Borymio. Prędkość wynosiła 15 -20 km/godz. Za Rovereto obniżono lot do wysokość  2500 m. W nocy   prędkość balonu spadła do 12-14 km/godz.   Po dobie lotu załogi POL-1 i USA -2 leciały równolegle  znajdowały się na NE od Werony na wysokości 2500 m lecąc w kierunku Bolonii. Noc załoga polska pokonała na inwersji 1800 m z prędkością 15 km/godz. Po wschodzie słońca za San Marino balon kontynuował lot w kierunku S na wysokości 3500m. Z przodu w locie na Rzym wyprzedzali amerykanie o 70 km lecąc niżej o 1000 m osiem godzin załoga leciała na inwersji powyżej 4000 m z  wzrastająca prędkością do 40 km/godz. Pod koniec dnia załogi znajdowały się na czołowych pozycjach. Po dwudobowym locie pierwsza wylądowała w nocy załoga polska koło Roccavivera, kiedy prawie skończył się balast. Zajmowała wtedy druga pozycję.  Dalszy nocny lot nad nieznanym terenem z przeszkodami w postaci ferm wiatraków stawał się bardzo niebezpieczny. Dłuższy lot  wykonała załoga USA-2, która wylądowała po drugiej godzinie w nocy koło Salerna w poniedziałek z zachodniej strony półwyspu. Za przekroczenie ograniczeń uzyskała punkty karne mimo to zdołała utrzymać w rankingu drugą pozycję.

 
Lot do Francji głównego  peleton z faworytami na czele

 

W czasie  tegorocznych zawodów aura pogodowa umożliwiała lot załogom balonów także w kierunku zachodnim. Dlatego większość załóg, z faworytami na czele, podążała za prowadzącą od początku załogą japońską JAP-1. Bardziej lub mniej świadomie postawili sobie za cel dotarcia nad Zatokę Biskajską. Doprowadziło to najpierw do przejścia przez Jurę i następnie dotarcia do masywu centralnego we Francji. Na czele stawki tego wyścigu uplasowały się utytułowane załogi z Francji, Niemiec i Szwajcarii. Zawodnicy liczyły, że po  upływie doby niż znad Morza Śródziemnego przesunie się na zachód, co stworzy warunki dalszego kontynuowania lotu na SW nad Zatokę Biskajską. Realizacja tego prostego scenariusza lotu umożliwiła by osiągnięcie z dobrym rezultatem terytorium Hiszpanii czy Portugali. Jednak te obiecujące prognozy niestety nie sprawdziły się. Balony wszystkie zostały uziemione w zachodniej Francji. Jak się okazało wszystkie załogi lotem na południe zaczęły skracać uzyskany dystans. Jedynie spektakularna podróż zespołu SUI-2 pozwoliła na przejście północnym wybrzeżem Bordeaux i powrót na ląd co poprawiło nieznacznie rezultat. W konsekwencji po półtorej doby lotu faworyci i pozostałe załogi musiały lądować między Limoges, Tuluzą i Bordeaux zajmując dalsze miejsca. Jedynie załogi niemieckie: GER-1 i GER-2 nie dała za wygraną i wielkim trudem wydostały się z tego balonowego kotła. Najpierw umiejętnie zmieniając wysokość wyhamowały prędkość by następnie znaleźć odpowiednie wiatry na E. Planowali wziąć  przykład z zespołu POL-2, która w tym czasie zbliżała się już do Monachium. W konsekwencji tylko pilotom:  Matthiasowi Zenge i Benjaminowi Eimers udało wejść w dogodny spływ NE mas powietrza w kierunku Litwy.  Po precyzyjnym locie najpierw na N, a następnie NE w ciągu 30 godz. załoga GER-1 dotarła w końcu nad ranem do Polski. Niemcy zdawali sobie sprawę, że tylko szybki lot na dużej wysokości da im szansę na odrobienie strat, a nawet uzyskanie podium. Dlatego  zużycie balastu i całkowite pozbyciu się z kosza różnych przedmiotów wyposażenia pozwoliło im kontynuowanie  tak długiego lotu. W poniedziałek po południu na wysokości  5000 m w trudnym locie nad Żaganiem dostali się w burzę śnieżna i musieli w końcu natychmiast  lądować. Uciążliwy ponad 66 godz. lot i podjęte duże ryzyko dało im trzecią medalową lokatę z uzyskanym rezultatem 840,59  km. W sumie wykonali najbardziej interesujący balonowy rajd pokonując drogą powietrzną trasę ponad 2000 km.  

 

W tegorocznym pucharze 40 pilotów wraz ich załogami wykazało się wyjątkową wytrwałością w pracy zespołowej oraz dużymi umiejętnościami technicznymi i logistycznymi. Zakończona kolejna edycja  światowych zawodów  w lotach długodystansowych były wielkim wyzwaniem i ekscytującą drogą formowania następnych pokoleń pilotów gazowców. Mimo sprzyjających wiatrów przebywanie  załóg na mniejszej niż jeden 1 m² powierzchni przez nawet 66 godz. wymagało ogromnego samozaparcia oraz kondycji fizycznej i psychicznej. Dużą część lotu zawodnicy  musieli wytrzymać na wysokości 6000 m przy  wysokich minusowych temperaturach i obowiązkowo korzystając z tlenu. Tym razem aż sześć drużyn musiało wylądować  w nocy, co jest dużym wyzwaniem nawet dla doświadczonych pilotów. Bezpieczeństwo załóg zostało zachowane dzięki dokładnej pomocy nawigacyjnej i korzystaniu w ciemności z gogli noktowizyjnych.  

 

Podsumowanie  

 
Dzięki dobremu przygotowaniu i harcie walki polska reprezentacja w tegorocznej edycji odniosła znakomity sukces. Lotem do Polski zespoł Mateusz Rękas i Jacek Bogdański całkowicie zdeklasowali  groźnych i utytułowanych rywali. Przed nami dwa lata na zorganizowanie pucharu pod patronatem Aeroklubu Polskiego w 2020 roku w Polsce. Czeka nas dużo pracy jeżeli chodzi o dalsze przygotowanie załóg i przeprowadzenie konkurencji na światowym poziomie. Do tej pory zawody były organizowane w Warszawie w latach 1934-1936 kiedy uzyskały  najwyższe oceny uczestników. W latach 1939 i 1984 nie doszło do organizacji w kraju z powodów obiektywnych. Biorąc pod uwagę doświadczenie Aeroklubu Polskiego i zaangażowanie środowiska balonowego powinniśmy sprostać tym wysokim zadaniom.